Kilka dni temu blog miał swoje kolejne urodziny. Ostatnie na jego łamach obchodziłam 3 lata temu, dekadę prowadzenia strony świętując fotorelacją z wyprawy w dalekie kraje. Dziś celebruję tę rocznicę inaczej – pisząc do Was w zaciszu domu, znacznie dłużej i bardziej osobiście niż robię to zazwyczaj. Kto z Was ma ochotę na lekturę tego serdecznie zapraszam dalej, a kto czytać nie lubi to przyjrzyjcie się chociaż mojej nowej pracy malarskiej 😉 To autoportret wykonany metodą tempery jajowej – na grubej desce, z użyciem płatków złota, miodu, surowych żółtek, białego wina i pigmentów. Z mnóstwem warstw i z mnóstwem dobrych intencji na przyszłość ❤️
Z początkiem czerwca blog obchodził 13-te urodziny. Od 9 lat
zbiegają się niemalże dokładnie z urodzinami mojej młodszej córki, nie zawsze
udaje mi się więc wygospodarować czas na podsumowanie i świętowanie kolejnych
lat prowadzenia swojej strony. Ale w tym roku przyszła do mnie potrzeba
opisania tego, co przyniósł ten czas. Bo to miejsce jest moją pamięcią, która
na co dzień zbyt często mnie zawodzi. A ja nie chcę zapominać.
Zawodowo rozwinęłam się bardziej, niż mogłam marzyć zaraz po
studiach. Zrobiłam uprawnienia budowlane, zdobyłam doświadczenie w dużych
gdańskich biurach projektowych. Po czym założyłam własną pracownię, z piękną i
sprzyjającą pracy siedzibą, z zaufanymi pracownikami i współpracownikami. Ze
mną, coraz odważniejszą, na czele dużych zespołów. Z coraz ciekawszymi,
większymi i satysfakcjonującymi tematami. I tak, również z ogromem
odpowiedzialności, stresu, wiecznej pracy nocami. Ale też nieocenioną w twórczym
rozwoju nauką popełniania błędów, bycia w niewiedzy, składania się z wiecznych
wątpliwości i pytań. Przyzwyczajam się, choć to czasem trudne do przetrawienia,
że w tej pracy nigdy nie jest się ekspertem, raczej wiecznym początkującym. Oswajam to i idę dalej, z ciekawością co jeszcze przyniesie
mi świat architektury. Skończyłam studia podyplomowe z edukacji
architektonicznej i z coraz większą swobodą prowadzę kilkusemestralne zajęcia
dla młodzieży z kształtowania przestrzeni. Ja mogę na trochę odejść od
komputera i poczuć frajdę z bycia wykładowczynią. Oni mogą poznać od podszewki
zawód, o którym tak wielu z nas nie ma bladego pojęcia. I robią to z żywym
zainteresowaniem. Może ktoś z nich się podejmie tej profesji z większą
świadomością niż zrobiłam to ja. Wiele bym dała, żeby znać te realia ciut wcześniej.
Zawczasu przygotowałabym sobie grubszą skórę i stanowczy ton głosu 😉
Rodzinnie ostatnie 13 lat pomieściło całe spektrum
doświadczeń, często skrajnych. Od narodzin dwóch najwspanialszych i wymarzonych
Córek, przez przeprowadzki, po trudne diagnozy lekarskie, które w sposób
znaczący już na zawsze odcisnęły piętno na naszym funkcjonowaniu. Bycie mamą
wymyka się wszelkim moim opisom. Zostałam cudownie obdarowana – kochanymi Dziewczynkami,
które nauczyły mnie słuchania, uważności i odpuszczania tego, co nie warte
zachodu. Nie jestem idealną mamą, nigdy do tego nie dążyłam. Zaszczytem jest
uczyć się życia razem z Nimi. Jestem szczęściarą! Jest też coś, co spadło na nas
całkiem niespodziewanie, a wprowadziło do mojego życia wartość bezcenną. Od
niemal 2 lat mamy psa - nigdy nie przypuszczałam, że można tak kochać
zwierzaka. To jest spełnienie moich dziecięcych marzeń. Odkryłam przy tym, że
potrzebuję kogoś, kto zabierze mnie na świeże powietrze, na spacer, codziennie
w innym kierunku. Mamy z Lunką swoje małe codzienne rytuały – raz rozłożą mnie na
łopatki rozczulając do łez, raz uratują swym przewidywalnym rytmem w chaosie
dnia.
Doświadczyłam też kilku bolesnych strat. Wiele lat temu odeszła chwilę po narodzinach Córeczka przyjaciół, a ja wciąż o Niej pamiętam. W zeszłym roku pożegnałam Przyjaciółkę z lat szkolnych, Dziewczynę której siła i optymizm nie raz mnie wspierały. Obserwowałam przy Jej boku jak bezwzględna potrafi być choroba, jak jesteśmy wobec niej bezbronni. Odeszły też moje Babcie i już zawsze będę za Nimi tęskniła. Za Babcią skromną i prostą, z cichą przyśpiewką na ustach i pajdą chleba z grubym szczypiorem świeżo zerwanym z podlaskiego ogródka. I za drugą Babcią, która codziennie rano z pieczołowitością godną rytuału bogini udawała się do kuchni, gdzie przy oknie z widokiem na malborski zamek, przy okrągłym lusterku w grubiej czerwonej oprawie robiła fryzurę i pełny makijaż by potem godzinami, nie wychodząc z domu, grać w karty i oglądać seriale! 🙃 Dziś przytulałabym Je mocniej, dzwoniła częściej, pytałabym o wiele więcej rzeczy. I zwyczajnie mam nadzieję, że będzie mi to jeszcze dane.
Największą mocą tych nastu lat są relacje, które udało mi się
zbudować. Te rodzinne, te przyjacielskie i te, których jednoznacznie nazwać nie potrafię, a
jednak są i wspierają mnie każdego dnia. Nigdy nie sądziłam, że będę miała
wokół siebie tak wspaniałych ludzi. Bałam się, że przeprowadzka z Trójmiasta na
Mazury w jakiś sposób ograniczy mnie towarzysko i kulturalnie. A stało się
odwrotnie. Czerpię z tych kontaktów garściami, pielęgnuję je, z wzajemnością.
Daję też upust swojej twórczej naturze w zgranych grupach, korzystając z warsztatów
lepienia z gliny czy malarstwa. A ostatnio zaczęłam uczyć się gry na
fortepianie. Zainspirowały mnie Córki, których droga w szkole muzycznej bywa
wyboista i niespecjalnie spektakularna, ale którym na niej niezmiennie
kibicuję! Dzięki starszej odkryłam wiolonczelę, za dźwiękiem której potrafię
podróżować po całej Polsce, przy okazji podziwiając skomplikowaną i często
zapierającą dech w piersiach architekturę sal koncertowych. Z młodszą może za
rok zagram na cztery ręce? A już na pewno popytam na wyrywki z nut! Taki jest
plan
Te 13 lat to kawał mojej dorosłości. I czas ogromnych emocji.
Czasami nie wiem, czy więcej buduję, czy jednak więcej wali mi się na głowę.
Czasami próbuje odbudowywać, a czasami czekam, aż mój świat zawali się do końca
by zobaczyć, co zostało pod gruzami. Mam w głowie kilka marzeń i celów. Nie
wiem czy da się je zrealizować, choć śnią się po nocach niosąc jakąś formę obietnicy.
I kiedy dopada mnie życiowa pustka i totalna niemoc zazwyczaj zasadzam coś
nowego – czasem roślinę, czasem małą myśl, a czasem tylko niewielką nadzieję na
przyszłość i idę dalej zająć się resztą życia. I wtedy czuję największą radość
z pierwszych czereśni, ciepłego wiatru i orzeźwiającej wody. Z fragmentu
ułożonych puzzli, beztrosko wypitej kawy, długiego prysznica i okrężnej drogi
do domu z ulubioną muzyką na uszach. Te mikromomenty przywracają mi równowagę.
I wiecie co? Tak sobie myślę, że zapomniałam w tym wszystkim
o gotowaniu! Może i zeszło ostatnio na dalszy plan ale niezmiennie jest moim wsparciem.
A dzielenie się jedzeniem przejawem mojej najwyższej troski. Gotowanie, wspólne
jedzenie i sam blog są moją radością ale bywają też lekarstwem - na czarną godzinę, czarną dziurę, i może
jeszcze na czarne scenariusze, żeby nabrały choć odrobinę koloru i smaku. Bo przecież
będą się zdarzać, takie życie...
Dziękuję Wam za obecność i wsparcie. Za każde miłe słowo,
komentarz, wypróbowany przepis, polecenie i wszelkie degustacje! W tym roku
obchodzę swoje okrągłe urodziny – z tej okazji zaplanowałam kilka większych i
mniejszych wypraw i mam zamiar pochwalić się tu fotorelacjami. Może więc będzie
mniej jedzenia, ale strona dla zasady miała łączyć moje dwie pasje więc
w planie jest cykl o podróżach, bo ich przez te lata brakuje mi najbardziej! A
przecież są wspaniałym połączeniem miłości do jedzenia i architektury!
Do usłyszenia!
Ania

Kochana Aniu😊
OdpowiedzUsuńDziękuję z całego serca za to, że jesteś😊chociaż poznałyśmy się w poprzednim życiu, nie mogę się nacieszyć Twoja obecnością.ciągle mnie zadziwia Twoja siła, a jednocześnie delikatność i kruchość. Jesteś świetną mamą: cierpliwą, ciepłą, obecną. Zarażasz swoimi pasjami i zaskakujesz coraz to nowymi pomysłami. Nie mogę się doczekać kolejnego wspólnego gotowania 😘
Ela, dziękuję! Jesteś jedną z tych osób, których wsparcie czuję zawsze i z których poznania tak bardzo się cieszę :) I też wypatruję kolejnego wspólnego pichcenia - szukaj terminów!
UsuńAnulka! jak
OdpowiedzUsuńcudownie się czyta a twój tekst, czuję, że mogłabym przeczytać i Twoją książkę, jeśli kiedykolwiek zasadziłabyś i takie ziarno…
Natalka, dzięki! ❤️Totalnie mi nie w głowie pisanie książki, wolę czytać 😉Ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby raz na jakiś czas coś tu naskrobać - chciałabym się np. nauczyć pisać interesująco o architekturze! A blog to dobre pole do ćwiczeń 💪Ściskam Cię mocno
UsuńPięknie się czyta. Pięknie ogląda. Ale czy pracownia nie jest Wasza?
OdpowiedzUsuńDziękuję za komentarz, miło mi 🙂 Oczywiście, że pracownia jest wspólna - nawet jej nazwa na to wskazuje, choć dopiero od niedawna, a w duecie z mężem pracujemy w niej od zawsze. Tworzy się strona biura i niedługo będzie można podejrzeć cały zespół! Wiele rzeczy o których napisałam współdzielę, nie raz o tym wspominałam i wspomnę, dziś opisałam to w osobie pojedynczej by pokazać swoją drogę na przestrzeni 13 lat prowadzenia własnej strony. Pozdrawiam 🙂
Usuń