Ciasto francuskie lubię falami. Ale ma jedną niezaprzeczalną zaletę, której podważyć nie mogę, bez względu na humor - można je kupić po prostu gotowe! :) Wraca więc do łask kiedy zależy mi na czasie. Jak już nie raz wspominałam, pieczonego buraczka mam zawsze w lodówce, jabłka też są stale pod ręką. Kozi to chyba mój ulubiony ser, więc jego zapasów mam również pod dostatkiem. I dzięki temu, w niecałe pół godziny jestem w stanie zrobić naprawdę pyszny obiad, o intrygującym i oryginalnym smaku.
Dobrego weekendu! :)






